wprowadzenie
W eseju Co widać i czego nie widać, Frédéric Bastiat podkreśla, że dobry ekonomista bierze pod uwagę nie tylko skutki widoczne, ale także skutki niewidoczne ludzkich decyzji.
Oto przykłady skutków widocznych:
1. Picie alkoholu przynosi satysfakcję.
2. Lenistwo jest przyjemne.
3. Lek przeciwbólowy natychmiast usuwa ból głowy.
4. Państwowe autostrady pomagają społeczeństwu.
5. Państwowe szkoły są bezpłatne i pomagają w zdobyciu wykształcenia.
Oto przykłady skutków niewidocznych:
1. Nadużywanie alkoholu niszczy zdrowie i rodziny.
2. Człowiek leniwy osiąga mniej niż pracowity.
3. Na dłuższą metę zbyt częste używanie leków przeciwbólowych niszczy zdrowie i uzależnia.
4. Prywatne autostrady także pomagają społeczeństwu a przy tym kosztują społeczeństwo mniej niż państwowe.
5. Państwowa szkoła nie tylko nie jest darmowa, ale kosztuje społeczeństwo więcej niż prywatna szkoła tej samej wielkości. W środowisku sprzyjającym konkurencji prywatne szkoły lepiej kształcą od państwowych.
W niektórych przypadkach skutki niewidoczne w momencie podejmowania decyzji stają się widoczne później (np. alkoholizm). Jeszcze inne mogą być widoczne tylko w naszej wyobraźni (np. zupełnie prywatna służba zdrowia nigdy nie będzie się mogła wykazać, dopóki państwowa służba zdrowia nie zostanie zlikwidowana). Bastiat słusznie sugeruje, że skutki niewidoczne stają się widoczne na dwa sposoby: doświadczenie (często bolesna metoda) i umiejętność przewidywania (bardziej efektywna i bezbolesna metoda, oparta na wiedzy i umiejętności posługiwania się kalkulatorem).
wartość dodana
Darmozjad to człowiek, który je za darmo. Albo inaczej mówiąc - otrzymuje zapłatę mimo to, że nie dodaje żadnej wartości (lub ją odejmuje). Oto przykład ludzi, których praca dodaje do wartości ogólnej całego społeczeństwa:
Szewc z Przecławia o imieniu Maksymilian kupuje od hodowcy Piotra skórę cielęcą i dodaje do niej wartość odpowiednio ją przycinając, formując i wykańczając. W rezultacie powstaje para butów. Te buty chce kupić Marcin, jednak mieszka on w Mielcu. Dla Marcina Mielczanina buty znajdujące się na półce w Przecławiu nie stanowią wartości, dopóki Radosław budowniczy nie wybuduje drogi między Przecławiem a Mielcem po której Krzysztof dostawca dowiezie je do Mielca (dla uproszczenia pomijamy sprzedawcę, speca od reklamy, właściciela stacji paliw, etc.).
Wspomniane buty w takiej czy innej formie przeszły więc przez ręce: Piotra hodowcy, Maksymiliana szewca, Radosława budowniczego i właściciela drogi (w pewnym sensie) oraz Krzysztofa dostawcy by wreszcie znaleźć się w rękach, a właściwie na nogach Marcina konsumenta. Każdy z nich dodał do końcowego produktu (buty na nogach Marcina) jakąś wartość.
wolny rynek
Zauważ, że żaden człowiek ani grupa ludzi nie musiała tu niczego organizować. "Niewidzialna ręka" wolnego rynku tak wszystko poustawiała, że Maksymilian dostał swoje pieniądze a Marcin swoje buty i zarówno oni jak i wszyscy pomiędzy są zadowoleni.
Cofnijmy się jednak o moment do tyłu. Marcin ma w kieszeni 30 złotych. Za 20 kupuje wspomnianą parę butów.
Przedstawmy jeszcze jednego bohatera naszej historii. Jest nim Jakub, który pisze książki. To właśnie jemu Marcin zapłacił pozostałe 10 złotych za książkę pod tytułem "To NIE musi być państwowe" (ukryta reklama - ha ha!).
![]() |
| Jakub Wozinski przedstawia swoją książkę "To NIE musi być państwowe" w Domu Kultury w Mielcu |
nadchodzą nowe czasy
"Niewidzialna ręka" poradziła sobie na medal.
Ale przychodzi Donald mówca, któremu udaje się przekonać czterech z naszej szóstki, że żyją w prymitywnym świecie i nadszedł wreszcie czas na to, by ktoś zaczął wszystko ładnie układać, regulować i kontrolować.
Starannie składane przez Donalda zdania, powiązane z odpowiednimi ruchami rąk nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że Donald wie lepiej od Piotra jak hodować cielęta, od Maksymiliana jak produkować buty, od Radosława gdzie i jak budować drogi, a od Krzysztofa jak po nich jeździć.
Od tej pory Marcin zamiast 20 złotych, płaci teraz 30 złotych za parę butów.
Te dodatkowe 10 złotych trafia w ręce Donalda, który za 3 zł kupuje sobie wino w jednej z warszawskich restauracji, 5 złotych rozdziela między urzędników pobierających podatki, liczących je, odpowiednio je rozdzielających, etc., a za pozostałe 2 złote opiekuje się drogą Przecław-Mielec (którą wcześniej przywłaszczył sobie od Radosława).
Donald i jego armia urzędników upewniają się także, że Krzysztof ma zapięte pasy bezpieczeństwa (Donaldowi bardziej zależy na bezpieczeństwie Krzysztofa niż samemu Krzysztofowi), buty Maksymiliana odpowiadają odpowiednim normom (Donaldowi bardziej zależy na tym, by klienci Maksymiliana byli zadowoleni z jego produktu niż samemu Maksowi), a Piotr nie znęca się nad swoimi cielętami (smutne doświadczenie pokazuje, że bez groźby kary hodowcy cielaków natychmiast zaczynają się nad nimi pastwić).
Staramy się tu wszystko uprościć, ale oczywiście w rzeczywistości opiekuńczość Donalda sięga o wiele dalej. Czuwa nad naszym bezpieczeństwem (armia, policja, etc). To dzięki niemu nasi bohaterzy jedzą banany proste a nie zakrzywione, kupowana przez nich szynka wędzona jest specjalną farbą w spreju a nie jakimś dymem. Nikt już nigdy nie spadnie z drabiny postawionej do góry nogami, nie kupi w aptece leków powodujących natychmiastową śmierć, a żadne dziecko nigdy nie doświadczy rodzicielskiego klapsa w miejscu publicznym. Dla dzieci Donald przygotowuje jeszcze nowe niespodzianki. Już niedługo w państwowej szkole dowiedzą się, że nie ma czegoś takiego jak zboczenie seksualne, jest tylko alternatywny styl życia. Opiekuńczość Donalda jest nieograniczona.
wartość dodana przez urzędnika
Zauważ, że z punktu widzenia Marcina, Donald nie dodał żadnej wartości do jego butów. Sprawił tylko, że zamiast cieszyć się (1) butami i (1) książką, Marcin może się cieszyć tylko (1) butami.
Jakub autor też na tym stracił. Ma on bowiem o 10 zł mniej w kieszeni (wygląda na to, że dłużej będzie musiał nosić swoje stare buty).
Maksymilian nie sprzeda więc jeszcze butów Jakubowi.
Piotr sprzeda Maksymilianowi mniej cielęcej skóry.
Gdybym miał więcej czasu to wykazałbym także, że Radosław będzie budował drogi z gorszych materiałów a Krzysztof będzie musiał po nich jeździć wydając za litr paliwa nie 2 złote ale 5 złotych.
Jestem w stanie zgodzić się, że w obecnym stanie rzeczy Donald rzeczywiście robi coś wartościowego, bo dzięki zarządzanym przez niego policji, wojsku i sądom nasi bohaterzy mogą w miarę bezpiecznie chodzić po ulicach, nie martwić się o najazd Rosjan, a zawierane umowy nie mogą być bezprawnie łamane.
Jednak urzędnicy, choćby mieli najczystsze intencje, nie są w stanie zaoferować żadnej wartości dodanej.
Duża część naszych podatków trafia do urzędników za usługę zmuszania nas do ich płacenia, upewniania się, że zapłaciliśmy wystarczająco dużo, umieszczania w więzieniach tych z nas, którzy próbowali nie płacić podatków, etc.
Za dużą część naszych podatków opłacani są urzędnicy, których praca polega na spowalnianiu rozwoju przedsiębiorczości w naszym kraju.
Wielu urzędników otrzymuje od nas pieniądze nie w postaci podatków ale starannie wyprasowanych bilonów w kopercie w zamian za usługę przymknięcia oka albo odpowiedniego zinterpretowania ustaw, które można zrozumieć dwojako, trojako albo i więcej-jako.
Wielu z nas zdaje sobie sprawę z faktu, że daliśmy Donaldowi zbyt wiele uprawnień a urzędników w Polsce jest za dużo. Dlatego gdybyśmy nie musieli, to nie płacilibyśmy podatków (albo przynajmniej płacilibyśmy ich mniej niż 80% zarobionych przez nas pieniędzy).
A co z urzędnikami...
... którzy rozdzielają pieniądze między nauczycielami, lekarzami, bibliotekarzami, budowniczymi dróg, emerytami i niepełnosprawnymi? Czy ich praca też nie stanowi żadnej wartości?Gdybyśmy powiedzieli dziewiętnastowiecznemu mieszkańcowi Nowego Jorku (poniższy przykład zainspirowany jest książką "To NIE musi być państwowe" Jakuba Wozinskiego), że bez pomocy państwa i urzędników nie można budować dróg i bibliotek to uznałby nas za wariatów. Gdybyśmy próbowali go przekonać, że zapłacenie lekarzowi i dwóm urzędnikom kosztuje mniej niż samemu lekarzowi to nie chciałby z nami rozmawiać. Gdyby wykazał się jednak ogromną wyrozumiałością i cierpliwością to być może zwróciłby naszą uwagę na fakt, że w USA ludzie sami potrafią inwestować i oszczędzać na stare lata a żaden urzędnik nie stoi nad głowami przedsiębiorców, nauczycieli czy lekarzy. Mimo to, a może właśnie dlatego, każdego tygodnia setki imigrantów z całego świata przybywa do tego kraju w poszukiwaniu lepszej przyszłości dla swoich dzieci.
Być może zapytalibyśmy tego Amerykanina: "Czy naprawdę żyje się tu ludziom tak dobrze?". W odpowiedzi usłyszelibyśmy: "Lepiej niż w miejscach z których przybyliśmy ale przyznaję, że Nowy Jork nie jest szczytem naszych marzeń. Jak tylko uda się nam zarobić wystarczająco na dalszą podróż, udajemy się na Dziki Zachód, gdzie państwa jest jeszcze mniej i dlatego więcej możliwości."
Przyzwyczailiśmy się do tego, że drogi, szkoły i szpitale muszą być państwowe. Dlatego wydaje się nam, że gdybyśmy podziękowali urzędnikom za ich pracę i pozwolili im przejść do "sektora prywatnego", nasze drogi, szkoły i szpitale przestałyby funkcjonować.
Zapominamy jednak o tym, że istnieją drogi, szkoły i szpitale prywatne, które kosztują mniej i funkcjonują lepiej od ich państwowych odpowiedników. Także prywatne organizacje charytatywne funkcjonują lepiej od państwowej, która od prawdziwie potrzebujących wymaga kolejnego dokumentu a pomocy finansowej udziela nie tylko ludziom faktycznie poszkodowanym, ale także cwaniakom i darmozjadom.
Usługa wykonywana przez urzędnika ośrodka pomocy społecznej jest widoczna. Jednak fakt, że istnienie tego ośrodka uniemożliwia powstanie dobrze funkcjonującej prywatnej organizacji charytatywnej jest skutkiem niewidocznym. Także fakt, że gdyby podatki były mniejsze to drastycznie zmalałoby bezrobocie a więc i ilość osób potrzebujących także wymaga zrozumienia podstawowych praw ekonomii oraz minimalnej wyobraźni.
moja znajoma pracuje w Urzędzie Skarbowym - jak ja mam ją teraz traktować?
Twoja znajoma podpisała umowę o pracę. Czy dobrze się z tej umowy wywiązuje? Czy traktuje "podatników" jak ludzi? Czy odmawia przyjmowania łapówek? Jeżeli tak to nie ma najmniejszego powodu by patrzeć się na nią krzywo.
To Donald jest wszystkiemu winny (nie pan premier, ale ten z naszego przykładu - symbolizujący państwo socjalistyczne). To on stopniowo przekonał ludzi, że będzie im się żyło lepiej jeśli on zajmie się ich bezpieczeństwem, a jeżeli bezpieczeństwem to także ich wiedzą, a jeżeli wiedzą to także ich zdrowiem, a skoro tak to dlaczego nie ich emeryturą, i tak dalej aż do prawie totalnej kontroli nad wszystkim co robimy.
Jak każdy inny pracownik, państwowy urzędnik nie ma obowiązku sprawdzania czy jego pracodawca dorobił się uczciwie czy nieuczciwie. Nie musi nawet sprawdzać, w jakim stopniu jego praca stanowi wartość dodaną. Jeżeli podpisał umowę w której zobowiązał się do przybijania pieczątek i sortowania dokumentów to z jego punktu widzenia wartość dodaną stanowią dobrze posortowane dokumenty z odpowiednimi pieczątkami w odpowiednich miejscach (plus przyjazny uśmiech!).
Owszem, z punktu widzenia ludzi (czy społeczeństwa) jego praca jest marnotrawstwem i w tym sensie urzędnik jest darmozjadem. Ale to problem "społeczeństwa", które bez wyobraźni kompletnie ignoruje skutki niewidzialne, ale równie realne jak te które są widoczne. Jeżeli społeczeństwo zmądrzeje (czy to przez przykre doświadczenia, czy też przez wiedzę dającą zdolność przewidywania skutków decyzji), to podziękuje Donaldowi za jego usługi i wręczy mu zwolnienie (najlepiej bez okresu wypowiedzenia). Wtedy z sześćdziesięcioma złotymi w kieszeni (zamiast dwudziestoma) z każdych stu, które zarobiliśmy, pozwolimy "niewidzialnej ręce" wolnego rynku tak rozwinąć naszą gospodarkę, że każdy obecny urzędnik zmieni pracę i nareszcie poczuje prawdziwą satysfakcję, która płynie ze świadomości robienia rzeczy wartościowych.





No comments:
Post a Comment