Wednesday, December 24, 2014

Bożonarodzeniowe życzenia dla Polityków

Niech Bóg błogosławi naszą władzę i pobudza ją do poważnych refleksji



W filmie Skrzypek Na Dachu, którego akcja rozgrywa się w okresie antyżydowskich pogromów, lokalnego rabina zapytano, czy istnieje odpowiednie błogosławieństwo dla cara. Po chwili zastanowienia mędrzec odpowiada: „Błogosławieństwa dla cara? Ależ oczywiście. Niech Bóg błogosławi cara i trzyma go z dala od nas!”

Jako wolnościowiec, w tym samym duchu, z okazji świąt Bożego Narodzenia, życzę współczesnym rządzącym wielu błogosławieństw. A do życzeń dorzucam kilka przemyśleń. Święta to w końcu czas refleksji. A opowieść wigilijna zawiera wiele lekcji, także dla rządzących.

Lektura relacji betlejemskich wydarzeń nie jednego polityka wciąga od samego początku. Rzymski GUS organizuje narodowy spis powszechny. Oczywiście jego celem nie jest zaspokojenie ciekawości władcy. Cenzus ma usprawnić ściąganie od ludu podatków przez cesarski urząd skarbowy.

Cofnijmy się jednak o kilka miesięcy. Kiedy Józef dowiaduje się, że obiecana mu Maria jest w ciąży, nie reaguje chęcią potępienia. Z perspektywy obowiązującego wtedy prawa, kobieta w ciąży przed ślubem podlegała karze. Wg. autorów Nowego Testamentu przypadek Marii jest jednak wyjątkowy. Józef próbuje zakryć rzekomą winę swej narzeczonej zanim się przekonuje o jej niewinności. Warto się zastanowić czy prawo powinno regulować moralność obywateli.

Wracamy do nocy wigilijnej. Maria i Józef udają się do oddalonego o ponad 100 kilometrów od Nazaret Betlejem. Tam niespodziewanie, w skromnych warunkach, przychodzi na świat niemowlę. Ani okupujący Judeę Rzymianie, ani lokalni przywódcy żydowscy nie mają pojęcia o tym, że na przedmieściach Jerozolimy rozpoczyna się jedna z największej rewolucji w historii ludzkości.

Początki wielkich dzieł są często skromne i niepozorne. Gdyby Zbawiciel urodził się w czasach współczesnych to z pewnością o tym wydarzeniu nie dowiedzielibyśmy się ani z Wiadomości ani z Faktów. Wprawdzie lokalne władze przesypiają całą imprezę, jednak dwie grupy ludzi docierają do sławetnej stajni. Dla każdego polityka znaczącym powinien być fakt, że drogę do celu odnajdują tylko pokorni, a więc pozbawieni arogancji pasterze oraz uzbrojeni w wiedzę i zrozumienie mędrcy. Warto to przemyśleć.

Herod Wielki nie słynie ze specjalnej pobożności. Kiedy w Jerozolimie pojawiają się mędrcy ze wschodu i zaczynają wypytywać o nowo narodzonego Chrystusa, nie wzrusza to jego duchowego zmysłu. Z wiadomych przyczyn nie podoba mu się jednak określenie „król żydowski” (władza nie znosi konkurencji!). Chociaż sam nie wierzy w przepowiednie i proroctwa, doskonale zdaje sobie sprawę, że wierzą w nie jego poddani.

Podczas rozmowy z mędrcami, Herod żąda wskazania miejsca pobytu swojego przyszłego konkurenta. Ich mądrość okazuje się jednak potężniejsza od jego – nie do końca absolutnej - władzy. Sami odnajdują rodzinę Jezusa, jednak króla Judei nigdy o tym nie powiadamiają. Ale władza nie znosi konkurencji, dlatego Herod szybko się nie poddaje. Wydaje rozkaz zamordowania wszystkich dzieci w wieku do 2 roku życia w okolicach Betlejem, ale i to okazuje się bezskuteczne. Rodzina Jezusa w porę emigruje do Egiptu.

Opowieść wigilijna to tylko początek historii pokazującej, że niektóre osiągnięcia są niemożliwe tylko z pozoru. Skromny syn cieśli zakłada ruch, który przez tysiące lat będzie wpływał na decyzje podejmowane przez wielu władców wielu narodów. Bez względu na światopogląd, współcześni politycy mogą się wiele nauczyć od Jezusa przywódcy. Osiąga sukces bez naruszania raz przyjętych zasad. Nie głosi doktryn łechcących uszy słuchających, ale naucza tego, co uznaje za prawdę. Często odważnie krytykując cieszących się ogromną władzą faryzeuszy. Motywuje go nie chęć władzy, ale szczera troska o dobro ludzi. Namawia do buntu przeciwko złym tradycjom i przyzwyczajeniom. Głosi wolność od obłudy, nałogów, schematycznego myślenia a nawet od śmierci. Jak każdy wybitny człowiek, Jezus od początku jest postacią kontrowersyjną. Niektórzy przyznają mu rację, a innych bardzo irytuje. Problem pojawia się, kiedy irytację odczuwają zazdrośni o popularność Jezusa państwowi włodarze.

Oczywiście wiemy jak to wszystko się skończyło. Jak już chyba wspomniałem, władza nie znosi konkurencji. W momencie gdy poparcie ludu w niepokojącym tempie zaczyna się od istniejącego reżimu oddalać, winny całego zamieszania zostaje na Kalwarii usunięty ze sceny. Można powiedzieć, że wyniki wyboru narodu, który jeszcze kilka dni wcześniej tłumnie witał wjeżdżającego do Jerozolimy Jezusa, zostają sfałszowane. Jak? Przez spisek władzy. Sąd nad Jezusem zostaje tak przeprowadzony, że wszystko wskazuje na naród jako podmiot domagający się wyeliminowania bezczelnego rewolucjonisty, który przez trzy lata podpalał swój kraj. Oczywiście lokalne władze robią to w trosce o utrzymanie stabilności i harmonii społecznej.

To jednak nie koniec, ale tylko początek. Od egzekucji nie mija nawet pół tygodnia, kiedy okazuje się, że była ona częścią większego planu prowadzącego do ostatecznego zwycięstwa Chrześcijaństwa. Dopiero wtedy ten nowy ruch zaczyna zdobywać serca ludzi i w przyspieszonym tempie liczba wyznawców się powiększa. Chrześcijaństwo staje się siłą niemożliwą do powstrzymania.

Gdyby nie narodzony w stajni Jezus, już dawno zapomnielibyśmy o Herodzie i faryzeuszach. Na zawsze odeszliby w niepamięć. Dlaczego? Dlatego, że zamiast się poświecić sprawie polepszenia bytu swego narodu, skupiali się na manipulowaniu i wykorzystywaniu swych bliźnich dla sprawy utrzymania swojej władzy. Dlatego krótko cieszyli się wymuszoną sławą i pochwałami nieszczerych doradców. Na całym świecie wdzięczni naśladowcy budują pomniki skromnemu synowi cieśli i jego przyjaciołom, rybakom. Oby z ich doświadczeń wyciągali wnioski współcześni przywódcy naszego kraju.

Monday, November 24, 2014

Chrześcijaństwo o Wolności

Parę słów na temat wczorajszego fascynującego wykładu w mieleckiej "Kanie" (wielkie dzięki dla Ruchu Patriotycznego!).

Tym razem gośnociem był dziennikaproporcje. a Witold Gadowski.

Artur Mryczko zadaje pytanie Witoldowi Gadowskiemu
Jak zwykle wątkiem przewodnim była  zasada wolności (powrócę za do niej za moment).

Głównym przesłaniem był brak ochoty obecnie panujących do oddaniteżoddaniteż ładzy tym, którym nasz naród chciałby tę władzę przekazać.

"Dzisiejsza władza" - powiedział pan Gadowski - "korzysta z najgorszych mechanizmów aby budować swoją siłę."

Jednym z tych mechanizmów jest Państwowa Komisja Wyborcza, której przewodniczący został powołany jeszcze przez miłościwie nam panującego Prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego. Wczoraj minął tydzień od zakończenia wyborów samorządowych, a dzisiaj w nocy tydzień od czasu, kiedy spodziewaliśmy się ogłoszenia wyników. Niestety nie są one jeszcze znane.

Podczas tego tygodnia w mediach ukazało się już kilka wersji rezultatów tych wyborów samorządowych. Raz wygrywa PiS, innym razem PSL no i  zmieniają się proporcje. Wg Wg.  Pana Witolda jest to działanie zamierzone i zaplanowane. Nazwał ten cyrk "Tygodniem testowania społeczeństwa jakie wyniki przejdą a jakie nie." Ciekawa i sensowna teza (której oczywiście nie da się udowodnić, ale też jej odrzucić).

Innym narzędziem władzy jest telewizja. Następny ciekawy cytat:

"Wyrafinowanie technik manipulacyjnych mediów jest tak ogromne, że jedynym lekarstwem jest abstynencja telewizyjna." 

Pan Gadowski porównał siedzenie przed ekranem telewizyjnym do poddawania naszych mózgów szkodliwemu promieniowaniu. Bardzo trafna analogia.

Po wykładzie mieliśmy możliwość zadawania pytań, oraz udzielenia odpowiedzi na zadane przez prelegenta pytanie: "Co możemy zrobić, by pomimo oporów pozbyć się obecnej władzy?"

Odpowiedzi padło kilka, ale nie będę teraz dokładnie ich przybliżał (zresztą aż tak dokładnych notatek nie robiłem). Wszystko można sprowadzić do dwóch rozwiązań. Oto pierwsze z nich:

Odbierzmy władzę im i przekażmy ją naszym


Dwa razy usłyszeliśmy dzisiaj (z widowni) propozycję uchwalenia przez polski parlament proklamacji oddania naszego narodu "Chrystusowi Królowi". Władzę miałby objąć Kościół Rzymskokatolicki, który wprowadzi prawo katolickie.

Chociaż nie wątpię w szczerość intencji pana, który pierwszy wyskoczył z takim pomysłem to z ulgą przyjąłem wyraźną dezaprobatę ogromnej większości obecnych jak również pana Gadowskiego.

Nie wiem kto jest autorem tej dziwnej inicjatywy. Zachęcam jej zwolenników do spędzenia trochę mniej czasu na słuchanie radia (TVP i TVN to nie jedyne media, które przeginają na swoją stronę) a więcej na czytanie Biblii. Szczególnie polecam Nowy Testament - to na prawdę bardzo krótka lektura. Jasno z niej wynika, że autor Chrześcijaństwa - Jezus z Nazaretu nigdy nie dążył do przejęcia przez Jego Kościół władzy nad państwami.

Opisana w czterech "Ewangeliach" trzyletnia misja Jezusa i jego apostołów skupiała się na zdobywaniu serc indywidualnych osób a nie próby przejęcia kontroli nad jakimkolwiek rządem. Chrześcijaństwo akceptują pojedyncze osoby a nie państwa.

Przejmowanie kontroli politycznej rozpoczęli chrześcijańscy przywódcy kilkaset lat po śmierci i zmartwychwstaniu Zbawiciela. Było to jednak rażącym odejściem od nauczanych przez Niego praktyk.

To smutne, że wielu księży katolickich zdaje się nie rozumieć jednej z podstaw nauk Jezusa - wolności wyboru. Podobno jeden taki ksiądz nakazywał wiernym w podmieleckim Sarnowie głosować w obecnych wyborach samorządowych na kandydata jedynej świętej partii. Kiedy się okazało, że wybory wygrał znany i lubiany sołtys Sarnowa (sympatyk Ruchu Narodowego), podczas wczorajszej mszy świętej ksiądz ukarał swoje owieczki za ich nieposłuszeństwo zapowiedzią odejścia z parafii.

Takim próbom ustanowienia katolickiego odpowiednika Państwa Islamskiego każdy wierny Chrześcijanin powinien się odważnie sprzeciwić.

Odbierzmy władzę państwu i przekażmy ją rodzinom


Drugą propozycję przedstawił wczoraj w "Kanie" kolega z Nowej Prawicy, Artur Mryczko. W swojej wypowiedzi skupił się na wolności gospodarczej. Chciałbym tutaj rozszerzyć ten temat na wszystkie dziedziny życia indywidualnej osoby lub rodziny.

Biblia podkreśla wagę instytucji rodziny. Zapisane w niej dzieje rozpoczynają się od historii rodziny Adama i Ewy. Czasy niegodziwości zakończył potop, który przetrwała rodzina Noego. Historia narodu izraelskiego rozpoczyna się od rodziny Abrahama. Dwanaście plemion ma swoją genezę w rodzinie Jakuba.


Nowy Testament także rozpoczyna się od dziejów jednej rodziny: Marii i Józefa oraz ich krewnych, m.in. Jana Chrzciciela. Wiele nauk Jezusa skierowanych było bezpośrednio do rodzin.

Zamiast planowania przejęcia kontroli nad narodami, Jezus i jego apostołowie koncentrowali się na nauczaniu ojców i matek zasad ewangelii. Odpowiedzialnością zaś rodziców było pielęgnowanie tych zasad i przekazywanie ich swoim dzieciom.

Chrześcijańskie zasady były przyjmowane przez ludzi dobrowolnie. Gdyby były otrzymywane pod przymusem to jakiej nagrody mogliby się spodziewać nowo-nawróceni? Zresztą trudno tu mówić o nawróceniu. Nawrócenie zawsze jest aktem wolnej woli człowieka. Apostoł Paweł nauczał:

"Gdzie zaś Duch Pański, tam wolność." (2 List do Koryntian 3:17)

Dlatego przejęcie kontroli nad państwem i moc ustanawiania prawa przez jakikolwiek kościół, także Rzymskokatolicki jest całkowicie sprzeczne z naukami Jezusa Chrystusa.

Rząd i państwo powinny gwarantować obywatelom swobodę życia według tych zasad, które każdy indywidualnie przyjmie bez przymusu i manipulacji. Jak słusznie zauważył pan Witold Gadowski, Boga także nie da się zmusić do niczego drogą dekretu. Gdyby Bóg chciał zostać naszym królem i nie szanowałby wolnej woli człowieka to już dawno byłby naszym królem.

Jest jednak inaczej, ponieważ Bóg jest Dżentelmenem i nikomu się nie wciska na siłę. W jednej ze swoich przypowieści Jezus powiedział, że puka do naszych drzwi a my mamy możliwość otwarcia tych drzwi. Dlatego każda polska rodzina może sama zadecydować o tym, czy ich królem ma być Jezus.

Moja małżonka i ja zadecydowaliśmy o tym przed naszym ślubem. Obecnie każdego dnia wspólnie z czwórką naszych dzieci czytamy pisma święte (w tym roku studiujemy życie Jezusa opisane w Nowym Testamencie). Modlimy się razem każdego ranka i wieczora oraz przed każdym wspólnym posiłkiem. Robimy to i inne rzeczy nie dlatego, że ktoś wydał ustawę, która nas do tego zmusza.

Mamy w naszym kraju kilkadziesiąt milionów inteligentnych ludzi. Każdy zdaje się mieć inne rozwiązania na dotykające nas problemy. Zamiast się przepychać i skupiać na dążeniu do władzy by wprowadzić "nasze a nie wasze reguły", po prostu uwolnijmy się spod jakiegokolwiek jarzma. Wspierajmy ruchy wolnościowe. Ustanówmy rząd, którego jedynym zadaniem będzie zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom. Wyrzućmy do kosza ministerstwo edukacji, przestańmy wierzyć w utopię zwaną "darmową służbą zdrowia", przestańmy płacić posłom za uchwalanie dekretów kto w Izraelu zrzucił bomby i jaką krzywiznę bananów może tolerować nasz naród, nie odbierajmy siłą pieniędzy mormonom, protestantom i agnostykom by opłacić katechetę w publicznej szkole. Skończmy z takim nieetycznym, niechrześcijańskim zachowaniem a zamiast tego ogłośmy wolność.

Ogłośmy, że od tej pory rządzi tata i mama.

Myślę, że to właśnie chce osiągnąć Autor Chrześcijaństwa.

Friday, November 21, 2014

Dlaczego i KIEDY obalimy obecny system?

Na początku wyjaśnię o jaki tu chodzi system:

System gospodarczy

Kiedy zapytasz dobrego ekonomisty (to taki, którego przewidywania się sprawdzają) co sądzi o tegorocznych obchodach 25-lecia obalenia socjalizmu w Polsce to w odpowiedzi usłyszysz głośny śmiech. Zakończenie władzy PZPR – owszem, ale socjalizm się nie skończył. Wręcz przeciwnie. Najbardziej liberalna gospodarczo ustawa została uchwalona jeszcze za komuny. Robert Gwiazdowski (Centrum im. Adama Smitha) na jej temat:

"Ustawa o działalności gospodarczej, zwana ustawą Wilczka, uchwalona jeszcze za komuny w grudniu 1988 r., stwierdzała, że „podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na równych prawach”. Później było już tylko gorzej: kolejne regulacje, ograniczenia, koncesje, zezwolenia w myśl typowej raczej dla komunizmu, a nie budowanego rzekomo kapitalizmu, zasady postępowania z prywaciarzami: trzeba ich tolerować, ale należy trzymać krótko."
Za komuną nie tęsknię. Cieszę się, że w Berlinie nie ma już muru, mogę bez większych ograniczeń podróżować po świecie, jak dobrze poszukam to znajdę w TV kanał podający prawdziwe informacje a to co zmanipuluje TVP i TVN odnajdę w czystości w Internecie. Doceniam także fakt, że każdego tygodnia w mieleckiej "Atenie" mogę się spotykać z ludźmi, którzy nie ukrywają swojego sprzeciwu wobec władzy.

To jednak nie wystarcza.

Wyobraź sobie, że udajesz się do sądu by usłyszeć wyrok w sprawie przyłapanego na gorącym uczynku złodzieja, który włamał się do Twojego domu i ukradł z sejfu gotówkę i biżuterię wartą 80% wartości wszystkiego, co posiadasz: domu, samochodu, etc. Wyobraź sobie, że sędzia decyduje, że złodziej nie zostanie ukarany, ponieważ tak naprawdę nie stała się Tobie wielka krzywda. W końcu zostało Ci jeszcze 20% i nadal możesz pracować, a jeśli trzeba to wyjechać za lepiej płatną pracą do Anglii. Poza tym powinieneś być wdzięczny za to, że możesz mówić to co chcesz, oglądać to co chcesz i cieszysz się wieloma innymi swobodami. Na koniec sędzia dodaje: „Czymże są pieniądze wobec wolności, którą szanowny obywatel posiada?” Ty jednak nie wytrzymujesz i rozzłoszczony krzyczysz: „to niech mi chociaż odda moją własność!”, na co sędzia spokojnie odpowiada: „Ale on potrzebuje tych pieniędzy na opłacenie kredytu.”

Sytuacja absurdalna, prawda? A jednak w takiej czy innej formie ma ona miejsce każdego miesiąca Twojego życia. Państwo, które na właściwe funkcjonowanie potrzebuje nie więcej niż 3% Twoich zarobków odbiera Ci ich ok. 80%! A co gorsza większość z tych pieniędzy marnotrawi.

Na pierwszy rzut oka socjalizm to nic innego niż solidarność. Ludzie, którym się powodzi zrzucają się na pomoc dla potrzebujących. W rzeczywistości jednak taki system krzywdzi obie te grupy. Biednych krzywdzi przez odbieranie im kreatywności i motywacji do pracy. W końcu bez pracy da się utrzymać, po co więc się trudzić i główkować? Socjalizm niszczy gospodarkę, w rezultacie czego nawet uczciwi i pracowici mają trudności w podjęciu pracy bo pracy po prostu brakuje. Aby pracodawca zatrudnił pracownika i zapłacił mu 2000 zł, musi w sumie wydać na niego aż 3351,12 zł. Tak, ponad 1350 złotych odbierze mu państwo za karę, że Cię zatrudnił!

Faktem jest, że jakoś sobie dajemy radę mimo, że okrada się nas z większości naszych pieniędzy. Musimy jednak wiedzieć, że w przyszłości będzie coraz gorzej. Według Głównego Urzędu Statystycznego 100 pracujących utrzymuje obecnie aż 28 emerytów. Jeżeli nic się nie zmieni to wg. GUS w roku 2050 na 100 pracujących przypadać będzie 52 emerytów. Trzy skutki:
  1. Emeryci dostawać będą śmieszne (jeśli można tu użyć takiego słowa) emerytury,
  2. Ludzie zarabiać będą jeszcze mniej,
  3. To w ogóle nie będzie możliwe. Chyba, że możemy sobie wyobrazić sytuację w której z zarobionych 2000 tysięcy złotych pracownik otrzyma np. 20 zł.
Ale nie musimy czekać 35 lat zanim Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych zacznie brakować pieniędzy na utrzymywanie emerytów. Ten dzień już nadszedł. ZUS wspomagany jest z innych podatków.

Generalnie nasze socjalistyczne państwo opiekuńcze nie stać na opłacenie swojej działalności. Dlatego z roku na rok bezkarni politycy coraz bardziej zadłużają nasz naród. Pewnie o tym nie wiesz, drogi Czytelniku ale Ty również jesteś zadłużony na ponad 83 tyś złotych (Twoja urodzona w tym roku córeczka zresztą też). Odsetki nie śpią. Każdej sekundy zadłużenie Polski wzrasta o 1603 złotych.

Socjalizm można obalić.

I to wcale nie oznacza, że emeryci nie będą w dalszym ciągu otrzymywać swoich emerytur. Kongres Nowej Prawicy uważa, że obecnym emerytom należą się emerytury, ponieważ do tego zobowiązało się państwo. Zerwanie jej byłoby nieetyczne, niesprawiedliwe. Dlatego obecni emeryci, oraz osoby, które teraz pracują z obietnicą, że otrzymywać będą kiedyś emerytury muszą te emerytury otrzymywać.

Tak przy okazji - ile razy słyszałeś z ust lewicowych polityków (PO, PiS, SLD i PSL), że Korwin chce odebrać emerytom emerytury. Mam nadzieję, że teraz jest już jasne, że tak nie jest. Tak na prawdę to skutkiem decyzji tych polityków wcześniej czy później emeryci zostaną pozbawieni środków do życia, chyba że powstrzyma ich jakaś siła wolnościowa - obecnie największą jest właśnie Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego.

Po obaleniu socjalizmu od wkraczających na rynek pracy młodych ludzi wymagana będzie własna odpowiedzialność za swoją emeryturę. Tak to działało przez tysiące lat. Dlatego w przeszłości zawsze opłacało się młodemu człowiekowi jak najszybciej założyć rodzinę i wychować dużą ilość mądrych, pracowitych i najlepiej wykształconych dzieci. Dzieci uczyły się szacunku do swoich rodziców obserwując jak ci opiekują się dziadkiem i babcią wypełniając w ten sposób zawartą w Dekalogu obietnicę:
"Czcij ojca swego i matkę swoją, aby długo trwały twoje dni w ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie." (Księga Wyjścia 20:12)
W ten sposób dorastały dzieci, które na starość zapewniali matce i ojcu godną starość.

Jeżeli jednak nie chcesz mieć rodziny to albo się wzbogać albo zainwestuj. Na tę drugą opcję będzie mógł sobie pozwolić nawet najmniej zarabiający robotnik. Pamiętaj – państwo nie będzie mu odbierać 80% jego zarobków. Wystarczy, że 10 czy nawet 30% z nich odkładać będzie na starość (albo zainwestuje lub opłacać będzie składki ubezpieczeniowe).

Ponieważ obecnym emerytom należą się emerytury, podatki nie spadną od razu z 80% do 3%. Obniżą się znacznie na samym początku  ale potem będą stopniowo opadać w miarę jak – no cóż – liczba emerytów na starych zasadach będzie się – delikatnie mówiąc – zmniejszała.

System Polityczny

Socjalizm żyje i rozwija się nie dlatego, że partia komunistyczna przejęła kontrolę nad krajem, ale dlatego, że socjalizm jest naturalnym tworem systemu demokratycznego. Jak napisał Karl Marx:

"Na to, by w danym kraju zapanował socjalizm, wystarczy wprowadzić w nim demokrację."
Chociaż przychodzi mi to z niemałym trudem, jednak muszę przyznać: Karl Marx miał rację.

Możliwość wybierania przez 50% lub więcej obywateli reprezentantów, którzy od tegoż ludu otrzymują upoważnienie do tworzenia i zmieniania istniejącego prawa wydaje się dobrym rozwiązaniem. Na pierwszy rzut oka wygląda to na system, w którym ludzie przejmują kontrolę nad swoim państwem a więc także i swoim życiem. Problem jednak polega na tym, że (od wielu lat) większość się najczęściej myli. Pamiętajmy, że żyjemy w czasach w których konkurs na najlepszą piosenkę w Europie wygrywa brodata kobieta, beztalencie, tylko dlatego, że cierpi na chorobę psychiczną. W wielu krajach na świecie homoseksualizm - zaburzenie umysłowe, które do niedawna psychologowie nazywali chorobą i zboczeniem seksualnym, obecnie uznawany jest za niemalże szczyt procesu ewolucji.

Ale wróćmy do spraw gospodarczych.

Kiedy lud przejmuje kontrolę nad państwem to indywidualne osoby tę kontrolę tracą.

Doświadczenie pokazuje, że ludzie nie podejmują dobrych decyzji dotyczących „pieniędzy publicznych”. W ich mniemaniu są to pieniądze niczyje i dlatego najlepszym rozwiązaniem jest wykorzystanie tych pieniędzy z jak największą korzyścią dla siebie. A więc, polityk, który obieca, że użyje „pieniędzy publicznych” na wybudowanie nowej autostrady ma o wiele większe szanse wygrania wyborów niż polityk, który pozbawi społeczeństwo „pieniędzy publicznych” przez obniżenie podatków.

Indywidualny człowiek z reguły umie jednak podejmować dobre decyzje w odniesieniu do własnych pieniędzy. Zanim wjedzie na płatną autostradę to najpierw sobie policzy ile go to będzie kosztować i czy warto te dodatkowe pieniądze wydać, żeby się dostać do miejsca przeznaczenia o 3 godziny szybciej.

Polityk, jak większość ludzi, na pierwszym miejscu stawiać będzie własne korzyści. System demokratyczny daje mu możliwości przyjmowania łapówek za popieranie inicjatyw, które mogą być szkodliwe dla państwa i narodu. Poza tym zawodowy polityk zdaje sobie sprawę, że podejmowanie złych decyzji (np. marnowanie „pieniędzy publicznych” na popularne inicjatywy) przyniesie mu więcej korzyści niż podejmowanie decyzji dobrych dla narodu. To bardzo proste – za złe decyzje zostanie nagrodzony następną kadencją. Za dobre decyzje straci zaś robotę.

Ponieważ nasi politycy doskonale zdają sobie sprawę, że demokracja jest jeszcze gorsza i głupsza niż opisałem to powyżej, w odruchu samozachowawczym muszą także fałszować demokratyczne wybory. Muszą, bo nie mogą uciszyć Internetu czy takiej niezależnej telewizji jak np. TV Republika, która otwarcie demaskuje przekręty polityków w ten sposób zmniejszając choć w jakimś stopniu szanse wygrania przez nich następnych wyborów. Zresztą kiedy polityk porządnie przesadzi to nawet reżimowa telewizja musi o tym mówić.

Poza tym demokratyczne wybory w dużej mierze są niczym więcej niż rewią mody, konkursem na najładniejszą twarz, największy bilbord czy najbardziej uderzające hasło wyborcze (ja również musiałem włączyć się do tej głupiej walki i dlatego w wyborach samorządowych wybrałem hasło, które miało potencjał zwrócenia uwali moich potencjalnych wyborców: „Pomóż mi przejąć kontrolę nad światem.”).

W demokracji wygrywają więc nie najlepsi ale ci, którzy wiedzą jak grać, lepiej wyglądają czy też stać ich na większe bilbordy. Dlatego właśnie wybory się fałszuje. A więc demokracja wcześniej czy później staje się czymś wirtualnym, nieprawdziwym. Po sfałszowanych wyborach demokracji już nie ma.

O jakiej rewolucji tu mowa?

Po pierwsze – mam nadzieję, że bezkrwawej. Mam nadzieję, że uda się jeszcze uwolnić nasz kraj od bzdurnych przepisów utrudniających życie przedsiębiorcom (czyt. Praco-Dawcom). Mam nadzieję, że uda się wyrzucić do kosza raz i na zawsze tzw. „państwo opiekuńcze”, którego jedynym efektem jest to, że ludzie nie mają pracy, emeryci ledwo żyją a pracujących karze się ogromnymi mandatami (zwanymi „podatkiem od wynagrodzenia” czy też "składką na ubezpieczenia społeczne") za to, że mają czelność pracować i zarabiać. Mam nadzieję, że bez ani jednego uderzenia policyjną pałką czy też strzałem z nielegalnego karabinu uda się w naszym kraju odebrać władzę nad polskimi dziećmi właścicielowi niewolników jakim jest państwo i oddać ją rodzicom, by to oni decydowali czy i jak je szczepić, w jakim wieku je posyłać do której szkoły i który nauczyciel powinien nauczać oraz czego.

Najlepszy scenariusz jest oczywiście pokojowy, a więc: Kongres Nowej Prawicy i inne ruchy wolnościowe zdobywają 2/3 w wyborach parlamentarnych i zgodnie z istniejącym prawem zmieniają konstytucję, anulują głupie ustawy, obniżają podatki, etc.

Pierwsze miesiące byłyby najtrudniejsze. Jak powiedział ekonomista prof. Krzysztof Rybiński:
"Co by nastąpiło, gdyby JKM objął władzę w Polsce? Trzy miesiące potwornego burdelu – a potem wzrost gospodarczy 10% rocznie."
A teraz scenariusz nie najlepszy, ale chyba bardziej prawdopodobny:

Jeżeli obecna władza nadal będzie w bezczelny sposób okradać naród, łamać umowy, fałszować wybory, etc. to naród skorzysta z moralnego prawa usunięcia tej władzy siłą.

Kiedy to nastąpi?

Czy musimy czekać aż większość Polaków zrozumie i zaakceptuje idee wolnościowe? Tak byłoby najlepiej ale z etycznego punktu widzenia nie jest to konieczne. Nawet jeśli zwolenników wolnego rynku jest mniejszość (np. 10-20%) to ta mniejszość ma prawo do walki o swoją wolność (i przy okazji zapewnienia jej reszcie narodu). Pamiętajmy, mówimy tu o rozwiązaniu innym od demokratycznego, zakładając że sposobami demokratycznymi nie da się za wiele zwojować. Wg. zasad demokracji trzy osoby mogą zagłosować i stosunkiem 2 do 1 odebrać temu jednemu 80% jego pieniędzy. Czy w takim wypadku ten jeden nie powinien się bronić? Czy w jakimkolwiek stopniu zobowiązany jest on do zebrania większości zanim zaprotestuje?

Demokracja to zły ustrój. Zgadzam się z korwinowską definicją „de…..cji” (jak słusznie pisze to słowo, które powinno być uważane za niecenzuralne pan Janusz): „demokracja to tyrania większości.” Gdyby faktycznie większość zawsze, albo nawet prawie zawsze dokonywała właściwych wyborów to poważnie rozpatrzyłbym przystąpienie do sekty czcicieli demokracji. Jednak tak nie jest. Dlatego bez względu na to ilu Polaków nadal pokłada wiarę w takie wartości jak wolność, sprawiedliwość czy własność, pozostaną one prawdziwe. Jak mawia wspaniały publicysta Stanisław Michalkiewicz: „Prawda jest tam gdzie jest.” i nie podlega głosowaniu.

W związku z powyższym uważam, że tak jak każdy wolny człowiek ma prawo nie wpuszczać do swojego domu złodzieja a jeżeli już tam jest to ma prawo go wyrzucić (żywego lub martwego), polski naród od dawna ma moralne prawo do – jak trzeba to zbrojnej – rewolucji.


A więc kiedy? W 2015.


Dlaczego nie?!

Rewolucje i przewroty zwykle mają miejsce w czasie jakiegoś kryzysu. Nie musi to być kryzys gospodarczy.

Obecnie jesteśmy w środku kryzysu wyborczego (jest 21 listopada 2014, mija więc 5 doba od czasu, kiedy miały być ogłoszone wyniki wyborów samorządowych, a jeszcze to nie nastąpiło). Wczoraj pod siedzibą Państwowej Komisji Wyborczej zebrał się tłum domagający się powtórzenia – wyraźnie sfałszowanych – wyborów. Organizatorzy tego protestu uznali jednak, że świadomość zła, które dzieje się w naszym kraju nie jest jeszcze na tyle duża, żeby protestami a może nawet walką zbrojną usunąć z Polski skorumpowanych polityków i fatalnych socjalistów.

Posłuchajcie jednak co wczoraj powiedział Janusz Korwin-Mikke:


Korwina można lubić albo nie, ale nie można go zignorować. Nawet jego najbardziej zagorzali wrogowie wiedzą, że jest on jedynym z liczących się w RP polityków, który ZAWSZE dotrzymuje słowa.

 Czy pół roku to wystarczająco czasu na przekonanie narodu do idei wolności? Ilu z naszych sąsiadów, kolegów w pracy, nauczycielek zrozumie do tego czasu, że nie można się zgadzać na okradanie, okłamywanie i niesprawiedliwe traktowanie ludzi?

Nie wiem. Wiem tylko, że dołożę wszelkich starań, by do następnych wyborów parlamentarnych przygotować na ewentualne okresowe trudności jak największą ilość ludzi.

A jak na razie nadal mam nadzieję, że uda się w naszym kraju przywrócić zasady na których kiedyś się opierała niemalże cała Europa metodami pokojowymi. Oby tym razem jakimś cudem wolność nie musiała być odkupiona krwią zbyt wielu Polaków.

Saturday, November 15, 2014

Gender - wolność wyboru

Mieliśmy dzisiaj z żoną okazję wysłuchania fascynującego wykładu księdza profesora Dariusza Oko. Człowiek odważny (nie tylko dlatego, że mówi rzeczy politycznie niepoprawne; chyba nie często słyszy się katolickiego księdza przez trzy godziny nawijającego o seksie), oświecony i mówiący zrozumiałym językiem.

Opublikowanie notatek z tego spotkania tutaj, na blogu poświęconemu tematowi wolności jest jak najbardziej stosowne, ponieważ - jak powiedział Człowiek doskonały: "Prawda nas wyswobodzi.", czyli uczyni wolnymi. "Gender" jest kłamstwem a kłamstwo zniewala. Dlatego tak bardzo ważne jest odważne mówienie prawdy, nawet tej niepopularnej.

Oto prawda o "Gender" (czytaj "dżender"), czyli zaprzeczeniu istnienia różnic między dziewczynkami a chłopcami, kobietami a mężczyznami. Pięć punktów opisanych przez dzisiejszego gościa mieleckiej "Kany" (oraz moje przemyślenia):


1. Odrzucenie Boga i jego stworzenia

"Gender" to teoria, która nie powstała w wyniku naukowych badań. Jest to "chory produkt chorych umysłów", "ekspresja patologicznego umysłu". Wg. profesora Oko, Genderyści to maniacy seksualni. Źródłem tego skrzywienia jest ateizm a co za tym idzie założenie (wiara), że człowiek jest zaledwie jednym z gatunków zwierząt.

Teraz parę słów ode mnie (mam na ten temat trochę inne spojrzenie od katolickiej doktryny):

Człowiek jest połączeniem dwóch natur - boskiej i zwierzęcej. Naturę boską, czyli duchową odziedziczyliśmy po Bogu, który jest Ojcem naszych duchów (czy dusz). Natura zwierzęca wynika z faktu posiadania niedoskonałego, fizycznego ciała. Przez całe nasze życie te dwie natury konkurują o naszą uwagę. Za każdym razem kiedy podejmujemy decyzje zgodne z naszym sumieniem, budujemy swój charakter i wzrastamy duchowo (człowiek religijny powiedziałby, że "zbliżamy się do Boga"). Z drugiej strony, kiedykolwiek ulegamy pokusom ciała, tracimy zdolność "słyszenia" naszego sumienia i stopniowo stajemy się podobniejsi do zwierząt.


2. Sami dla siebie Bogami

Genderyści to ludzie, którzy kompletnie ignorują duchowy aspekt ludzkiej natury. Dla nich jesteśmy zwierzętami, a więc istotami, które są posłuszne własnemu ego.

Człowiek, który wierzy w Boga pokornie przyjmuje stworzoną przez Niego (Boga) naturę. Dla wierzącego różnice między płciami wynikają z ludzkiej natury. Absurd Genderystów polega na tym, że oni uważaną iż wszystko jest dziełem nie natury, lecz tylko i wyłącznie kultury. Inaczej mówiąc dziewczynki z reguły bawią się lalkami a chłopcy samochodami nie dlatego, że nakłania ich do tego ich natura ale dlatego, że tak zostali wychowani.

Dlaczego więc nie stworzyć własnej kultury? Do tego wniosku już dawno doszli socjaliści w Chinach i Rosji. Teraz próbują tego dokonać socjaliści w Europie i USA.


3. zaspokajanie żądz

Celem człowieka którego duch przegrywa z ciałem staje się zaspokajanie własnych żądz, także tych seksualnych. Taki człowiek postawiony przed wyborem między chwilową przyjemnością a niekończącym się szczęściem wybiera ...chwilową przyjemność. Niektórzy upadają tak nisko, że dla dla natychmiastowego zaspokojenia swoich żądz gotowi są później zamordować własne nienarodzone dziecko (stawiają żądze ponad życiem).


4. dorabianie teorii

Ideologia "Gender" ma na celu uciszenie głosu sumienia. Łatwiej jest żyć w przekonaniu, że skutkiem mojego zachowania jest pokonywanie uprzedzeń czy większa równość między płciami niż świadomość własnego zboczenia seksualnego lub innej słabości.


5. nawrócenie świata do "Gender"

Jeden z promotorów tego ruchu powiedział, że wszystkie kultury muszą się ugiąć przed Gender. Metody są różne. Na przykład w wielu krajach przedszkola nie otrzymują dotacji jeśli nie adoptują programu, którego częścią jest przebieranie chłopców w sukienki, nakłanianie do masturbacji i przekonywanie ich, że homoseksualizm jest czymś lepszym od normalności, etc.

Gdyby się spełniły wszystkie marzenia Genderowców to wszystkie dzieci wyrosłyby na ludzi niezdolnych do założenia rodziny. Stanowiliby oni społeczeństwo niewolników żądzy. Sex-maniakami tak samo jak alkoholikami czy narkomanami łatwo jest manipulować/rządzić, dlatego że takim istotom trudniej jest patrzeć dalekosiężnie. W końcu skupiają się oni na zaspakajaniu swoich żądz.

Kilka miesięcy temu dyrektor twórcy przeglądarki internetowej Firefox został zwolniony z pracy ponieważ śmiał wspomnieć, że jest przeciwnikiem małżeństw homoseksualnych. Kilka tygodni później amerykański sportowiec został bohaterem, bo publicznie pocałował się ze swoim chłopakiem. Inny znany sportowiec wyraził na Twitterze swoją dezaprobatę i musiał się przez to pożegnać z karierą.

Brak aprobaty dla Gender jest karalny. Tradycyjny Chrześcijanin jest obrzydliwym homofobem ale krytyk Chrześcijaństwa postępowcem.


Co z tego?

Mamy jeszcze wybór. Możemy być niewolnikami swoich żądz albo częścią narodu składającego się z silnych, zdrowych rodzin. Możemy być niewolnikami socjalistów, lewaków i zboczeńców seksualnych, albo odważnie i głośno przeciwstawiać się ich chorym ideom.

Genderowcy próbują brudnymi gumiakami prosto ze swojego gnojowiska wchodzić do naszych szkół. Profesor Oko nawołuje do aktywnego sprzeciwiania się akceptacji Gender przez polskie ministerstwo oświaty. Uważam, że to sposób dobry, ale nie najlepszy.

Problem polega na tym, że jest to metoda demokratyczna, a demokracja to tyrania większości (lub mniejszości z układami).

Moim marzeniem jest by moje dzieci żyły w kraju wolnym i sprawiedliwym, opartym na wartościach i prawdziwych zasadach a nie woli większości. Nie chcę, by naszym narodem rządzili ani zboczeńcy ani Katolicy, ani Muzułmanie, ani Mormoni. Władza powinna spoczywać w rodzinie a dokładnie w rękach mamy i taty.

Chcę kraju wolnego. Aby to było możliwe, musimy wyzwolić szkoły. Zamknijmy niepotrzebne ministerstwo edukacji i wyprowadźmy szkoły na wolny rynek. Niech rodzice Chrześcijanie posyłają swoje dzieci do szkół katolickich, protestanckich lub mormońskich. Jeżeli istnieje w naszym kraju rynek na szkoły Genderowców (wątpię) to niech i takie powstaną. Ale niech to będą szkoły prywatne.

Po przeprowadzeniu takiej rewolucji już pod koniec pierwszego półrocza czy semestru będzie wiadomo z których szkół rodzice są zadowoleni a ich właściciele szybko się przekonają jak zaspokoić wymagania swoich klientów - rodziców.

Odbierzmy kontrolę nad polskimi dziećmi politykom, nauczycielom i przeróżnym organizacjom. Oddajmy ją tym, którym Bóg powierzył odpowiedzialność nad swoimi dziećmi - rodzicom.

Thursday, August 7, 2014

Czy DROGI muszą być państwowe?

Drogi muszą być państwowe. Najlepszym na to dowodem jest fakt, że wszystkie szosy i autostrady w Polsce należą do państwa.






Powód dla którego w Polsce nie ma prywatnych szos i autostrad jest taki, że nasze państwo zabrania takich przedsięwzięć.




.   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   


Ale kogo byłoby stać na zbudowanie autostrady? Przecież to bardzo drogie i skomplikowane przedsięwzięcie.





Istnieje na świecie wiele drogich inwestycji, które są prywatne. Walt Disney i jego prywatna firma zbudowały kilka niemałych miasteczek rozrywki (każdy z nich gości każdego dnia ponad 40 tysięcy klientów!) a Virgin America Richarda Bransona pracują nad udoskonaleniem statku kosmicznego, który będzie zabierał turystów w przestrzeń kosmiczną.

W USA istnieją prywatne korporacje, które są w posiadaniu szos. Np. The Dulles Greenway to prywatna firma w Północnej Wirginii, która wybudowała szosę za $350 mln i operuje już od ponad 15 lat (klienci płacą za korzystanie z tej szosy po ok $3).

$350 to spora sumka i nie wiele osób prywatnych stać na taką inwestycję. Dlatego założono korporację, której akcje mogły być zakupione przez osoby prywatne. Resztę prawdopodobnie pożyczono z banku.

.   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   

Właściwie to mamy w Polsce kilka prywatnych autostrad. Słyną z bardzo wysokich opłat. Aż strach pomyśleć jak droga byłaby komunikacja, gdyby wszystkie autostrady były prywatne.




Nie ma w Polsce prywatnych autostrad bo nasze państwo nie pozwala na budowanie prywatnych autostrad. Takie firmy jak Stalexport dzierżawią odcinki państwowych autostrad. Zdaniem autora książki To NIE Musi Być Państwowe, Jakuba Wozinskiego, prywatni przedsiębiorcy są w ten sposób "najczęściej wykorzystywani w ramach negatywnej propagandy, której celem jest przekonanie społeczeństwa o rzekomej tragedii, jaka niechybnie nastąpiłaby w razie powierzenia sektorowi prywatnemu budowy dróg (ze względu na wysokie opłaty)."

.   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   


Gdyby autostrady były prywatne to wszystkie byłyby płatne. Wolę autostrady państwowe (i nie dzierżawione prywatnym firmom) bo są zupełnie darmowe.






Nie ma darmowych autostrad. Ani szos, ani ulic. Za budowę i utrzymanie ktoś musi zapłacić. Jeśli nie firma prywatna to państwo. Pamiętajmy jednak, że państwo nie ma pieniędzy. Dlatego właśnie zmusza Ciebie i innych podatników do przekazywania dużej części zarobków do "skarbu państwa", z którego opłacane są np. budowy dróg.

Opłata za przejazd z Katowic do Krakowa (18 zł) to koszt widoczny, ponieważ trzeba wyjąć kasę z portfela i podać ją pani w bramce.

Jadąc dalej, np. z Krakowa do Tarnowa żadna bramka nas nie zatrzymuje, dlatego wydaje się nam, że ten odcinek autostrady jest bezpłatny. To jednak nie jest prawdą

Płacenie podatku jest kosztem niewidocznym. Kiedy np. płacimy za paliwo na stacji BP to nie zauważamy, że po zakupie 50 litrów paliwa i zapłaceniu 275 złotych, tak na prawdę za paliwo zapłaciliśmy 197 złotych. Aż 78 złotych z tej kwoty zabiera państwo (i teoretycznie wydaje te pieniądze na budowę i utrzymanie autostrad).

A więc państwowe autostrady i inne drogi NIE SĄ DARMOWE.

Warto także pamiętać, że budowa drogi państwowej jest droższa od budowy identycznej drogi prywatnej. Dwa powody:

(1) Koszta budowy drogi prywatnej to 1. materiał, 2. robocizna i 3. księgowość i inne papierkowe bzdury (upraszczając oczywiście).

(2) Koszta budowy drogi państwowej to 1. materiał, 2. robocizna, 3. księgowość itp., 4. biurokraci, którzy być może są wspaniałymi wujkami i mamami (dlatego jako ludzi ich nie oceniam), ale z punktu widzenia ekonomicznego nie dodają do budowy drogi ŻADNEJ WARTOŚCI DODANEJ.

Pamiętajmy też, że wydawanie pieniędzy publicznych jest z reguły mniej przemyślane od wydawania pieniędzy prywatnych. Dlatego przedsięwzięcia prywatne ZAWSZE są tańsze od państwowych.


.   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   


Gdyby drogi były prywatne to podróżowanie po kraju byłoby koszmarem. Co kilka lub kilkadziesiąt minut kierowca musiałby dokonywać opłaty przy bramce!






Nawet w takim przypadku byłoby to bardziej etyczne (nie korzystający z dróg obywatele nie byliby zmuszani do ich opłacania) i tańsze (prywatne jest bardziej wydajne, poza tym konkurencja jest tańsza od monopolu).

Jednak obecna technologia pozwalałaby na swobodne poruszanie się po wielu drogach należących do różnych właścicieli bez zatrzymywania się. Odpowiednie urządzenia (GPS albo inne) rejestrowałyby obecność danego samochodu (albo - jeszcze lepiej - właściciela prawa jazdy) na poszczególnych drogach i raz w miesiącu otrzymywalibyśmy rachunek za ich korzystanie.

Wysokość opłat publikowana będzie w internecie a obowiązek umieszczania cen przy wjazdach będzie surowo egzekwowany przez państwo.

Ponieważ, w przeciwieństwie do obecnej sytuacji, na rynku dróg panować będzie zdrowa konkurencja, kierowca będzie mógł wybierać między różnymi alternatywnymi drogami wiodącymi do tego samego celu. Jeśli większość kierowców wybierać będzie drogi tańsze, właściciele droższych szos zmuszeni będą do dostosowania się do sytuacji i obniżenia cen.



- - - - - - - - - - Koniec artykułu - - - - - - - - - - 
_________________________________

Dla bardziej ciekawych - oto kilka faktów z historii budowania dróg:

(1) Sławne państwowe drogi budowane przez starożytnych rzymian (które oczywiście wszystkie prowadziły właśnie do Rzymu) służyły rzymskiej armii do podbijania okolicznych narodów i sprowadzania do Rzymu coraz więcej liczby niewolników, bez których rzymska republika nie mogła się obejść.

(2) W Polsce (i innych krajach) pierwsze drogi państwowe nie zostały zbudowane przez państwo. Pracą utwardzania istniejących już dróg obarczani byli poddani.

(3) Polscy królowie pobierali od korzystających z państwowych gościńców kupców opłaty za ich użytkowanie. Przez opłaty pobierane w stacjach celnych drożały ceny wszystkich produktów i usług.

(4) Przed panowaniem Kazimierza Wielkiego wiele miast łączyło kilka dróg. Kazimierz jednak zarządził zakaz budowania i utrzymywania prywatnych dróg. Właśnie dlatego do tej pory duże miasta łączy najczęściej tylko jeden szlak komunikacyjny. Dzięki temu kupieckie karawany musiały przechodzić przez stacje celne, gdzie pobierane były podatki.

(5) Państwo pobierało opłaty za korzystanie z państwowych gościńców, ale nie brało na siebie ciężaru kosztów ich utrzymywania. Państwowi urzędnicy okresowo zmuszali miejscową ludność do wykładania chrustu i kawałków drewna.

(6) W 1800 roku w USA istniało 69 prywatnych firm budujących drogi.

(7) W latach 1800-1840 powstało w Stanach Zjednoczonych 400 prywatnych dróg (tzw. turnpikes). W samym stanie Nowy Jork w roku 1821 łączna długość dróg prywatnych wynosiła ok. 6,4 tyś kilometrów. Drogi prywatne były bardzo popularne i słynęły z lepszej jakości od państwowych.

(8) W Wielkiej Brytanii prywatne firmy zajmujące się budową i zarabianiem z opłat za używanie szos były bardzo popularne. Każdy Brytyjczyk mógł kupić udziały w takiej firmie. Drogowe Trusty istniały w Wielkiej Brytanii już w XVIII wieku. Łączna długość prywatnych dróg na wyspie osiągnęła 48 tyś
kilometrów.

(9) Czy prywatne drogi w Wlk. Brytanii i USA przestały istnieć bo były zbyt drogie, czy nieefektywnie zarządzane? Nie. Powodem były państwowe ustawy z drugiej połowy XIX wieku. W USA rząd federalny stopniowo rozpoczął likwidowanie prywatnych firm drogowych, a w Anglii w 1888 roku państwo jedną ustawą znacjonalizowało prywatne drogi.

Pamiętajmy, to nie prawda, że dzięki państwu możemy jeździć po asfaltowych drogach. Państwo w tym przypadku nie jest bohaterem dostarczającym rzekomo nieopłacalnej usługi budowania dróg, ale tyranem. PAŃSTWO BUDUJE DROGI BO SAMO SOBIE PRZYZNAŁO TEN PRZYWILEJ. 

Zdaniem Jakuba Wozinskiego (w którego książce znalazłem powyższe punkty) Droga do wolności wiedzie przez prywatne drogi.

Saturday, July 26, 2014

IIX: Nie kradnij.

Wartości chrześcijańskie

Wartości chrześcijańskie są wartościami uniwersalnymi. Bez względu na wyznanie (lub jego brak), większość ludzi przyzna, że chciałaby żyć w społeczeństwie opartym na takich zasadach jak szacunek do rodziców, zakaz zabijania, kradzieży, składania fałszywego świadectwa oraz odpoczynek od pracy przynajmniej raz na siedem dni.

Te i inne przykazania zawarte są w Dekalogu, czyli krótkim zbiorze dziesięciu przykazań, które - według świadectwa proroka Mojżesza - Wszechwiedzący Bóg własnoręcznie napisał swoim palcem na kamiennych płytach.


Ósme przykazanie na liście brzmi: NIE KRADNIJ.

Czy nasze państwo, Trzecia Rzeczpospolita, zbudowane jest na fundamencie wartości jaką jest zakaz kradzieży? Uważam, że nie i to z trzech powodów:

1. Prywatna własność

Nie może być kradzieży bez prywatnej własności, bo aby coś ukraść, to coś musi do kogoś należeć. Inaczej mówiąc kradziony przedmiot musi być czyjąś własnością.

W naszym kraju prawo chroni prywatną własność, ale nie w każdym przypadku.

Kupiony przeze mnie samochód jest moją własnością. Jeżeli ktoś go ukradnie to łamie prawo - nie ma w tym niejasności. W przypadku samochodu system prawny naszego państwa chroni prywatną własność.

A co z ziemią? Powiedzmy, że kupiłem działkę - kilometr na kilometr. Czy ta działka należy do mnie? Nie zupełnie. Gdybym postanowił wykopać na niej dół i okazałoby się, że dokopałbym się do żyły złota (albo ropy) to szybko okazałoby się, że moja działka, a właściwie to, co się znajduje pod nią, nie należy do mnie, ale do państwa. W takim przypadku najbardziej racjonalną decyzją byłoby zakopanie dołu i nie przyznawanie się nikomu do swojego odkrycia w strachu przed odebraniem przez państwo działki, która jeszcze niedawno, wydawałoby się była moją własnością.

Tak na marginesie: dopóki w Rzeczpospolitej nie zacznie się szanować prywatnej własności, dopóty nie będzie się opłacało korzystać z bogactw naturalnych.

2. Politycy

System polityczny naszego kraju nie tylko toleruje, ale wręcz zachęca do kradzieży.

Mówimy: "Nie można być politykiem i jednocześnie człowiekiem uczciwym." a jednocześnie wielu z nas jesteśmy zwolennikami ustroju demokratycznego (który jest przecież zbudowany na fundamencie polityków).

Jeżeli uważasz, że demokracja to najlepsze rozwiązanie, to bez względu na to, czy bierzesz udział w wyborach, czy nie, twoja decyzja przyczynia się do zajęcia przez określonych polityków pozycji, które pozwalają im na okradanie.

Istnieje w społeczeństwie przyzwolenie na to, że politycy mają prawo kraść. Oczywiście nie oficjalnie, ale z racji ogromnego natężenia pokus jakim są poddawani, my, wyborcy skłaniamy się ku pobłażliwości i wyrozumiałości. W końcu wykorzystywanie okazji do poprawienia swojego stanu majątkowego jest odruchem typowo ludzkim, nie prawda? Dlaczego więc mielibyśmy mieć o to pretensje do polityków? Tak jak my - są oni tylko ludźmi.

3. Podatki

Przyjrzyjmy się samemu państwu, które notorycznie z miesiąca na miesiąc i od wizyty na stacji paliw do wizyty przy kiosku z gazetami okrada nas z naszych własnych pieniędzy.

Gdyby ogólna kwota wynosiła tylko te kilka procent naszych zarobków, które być może są niezbędne do zachowania w kraju ładu i zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa; gdyby nawet kilkanaście procent, które państwo potrzebuje na wypłacenie emerytur, to nie byłby to wielki problem. Ale państwo odbiera nam około 83% naszych dochodów!

Skoro każdy z uczciwych Polaków wierzy, że nie powinno się kraść, to dlaczego pozwalamy naszemu państwu okradać nas z naszych pieniędzy? Z przyzwyczajenia? Bo wydaje się nam, że inaczej być nie może? Z głupiego założenia, że to chyba nie może być złe skoro ładni panowie w garniturach nie widzą w tym nic złego?

Nawet gdyby inaczej być nie mogło i bez podatków ludzie nie potrafiliby sami wybudować sobie szosy czy mostu to fakt pozostaje faktem, że jesteśmy zmuszani do oddawania swoich podatków i "składki" ZUS pod groźbą kary.

Ani Biblia, ani Koran ani Księga Mormona nie uczą: "Nie kradnij, chyba że nie ma innego wyjścia.", albo "Nie kradnij, chyba, że pokusa jest zbyt duża.", czy "Nie kradnij, chyba, że wcześniej stworzysz prawo legalizujące niektóre formy kradzieży."

Uważamy się za chrześcijan, buddystów czy po prostu ludzi zdrowych moralnie. Dlaczego więc swoim postępowaniem wspieramy kradzież i rozbój? Z przyzwyczajenia? A może nie zupełnie świadomie? Może po prostu nie mieliśmy tego wszystkiego okazji (czy chęci) do końca przemyśleć?

Państwo w którym nie toleruje się okradania

A gdyby ograbianie społeczeństwa przez państwo nie było konieczne? Gdyby znaczne obniżenie podatków nie zmniejszyło ale zwiększyło szanse ludzi na osiągnięcie wymarzonego przez niemal wszystkich dobrobytu?

A gdyby możliwa była zmiana systemu naszego państwa na taki, w którym ani jeden polityk nigdy nie byłby narażony na pokusę finansową?

Libertarianizm, nawet jego łagodniejsza wersja będąca celem Nowej Prawicy oferuje taką alternatywę. I to bez konieczności eksperymentowania. Po prostu musimy powrócić do systemu, w którym państwo (czy to prywatne - monarchia, czy też jakaś forma republiki) zajmuje się zapewnieniem wolności od oszustów, chuliganów, zatruwaczy powietrza i innych kryminalistów (policja i sądy) i wolności od agresji zewnętrznej (armia). Swoją edukacją, gospodarką, sportem, turystyką i zdrowiem zajmiemy się sami. Ani państwo ani rząd nie są nam do tego potrzebne.

Państwo nie zajmujące się rzeczami, które lepiej wychodzą osobom lub firmom prywatnym jest państwem tanim. Tanie państwo oznacza lepszą gospodarkę i bogatszych obywateli (osoba, która obecnie dostaje na rękę niecałe 2000 zł, w takim państwie zarabiać będzie ponad 4000 złotych!).

Państwo w którym żaden urzędnik czy minister nie ma prawa (ani potrzeby) podbijania pieczątek pod pozwoleniami, nie podejmuje decyzji o finansowaniu tego a nie innego projektu (na którym skorzysta ten obywatel z teczką pieniędzy a nie tamten z kopertą), refundacji tego a nie innego leku - w takim państwie rynek na przekupstwo zniknie zupełnie.

"Nie kradnij." to nie tylko dobra rada, ale boskie przykazanie. I jak każde przykazanie, dane jest człowiekowi nie po to by go ograniczyć, ale po to, by dać mu większą wolność.

Wednesday, July 23, 2014

Dyscyplina w partii krula

Wbrew pozorom Demokracja i Wolność nie są naturalnymi partnerami.

Potwierdzają to praktyki partii politycznych w naszym kraju. Atmosferę panującą w PiSie, PO czy innych partiach promujących demokrację z pewnością nie można nazwać atmosferą swobody i wolności. Politycy muszą być bardzo ostrożni zanim otworzą usta, by nie powiedzieć głośno czegoś, z czym może nie zgadzać się ten czy inny Pan Prezes. Pamiętają bowiem co spotkało wielu ich kolegów i koleżanki, którzy śmiali się nie zgodzić ze swoim wodzem (którego stać na braterską miłość tylko w okresie przedwyborczym, kiedy istnieje potrzeba zjednoczenia sił przeciw wspólnemu wrogowi).

Nic więc dziwnego, że wielu Polaków zakłada, że członków Kongresu Nowej Prawicy także obowiązuje niepisany nakaz bycia echem prezesa partii.

Nawet dziennikarzom nie mieści się w głowach, że członkowie jakiejś partii mogą się czuć wolni do wyrażania swoich przekonań. Dlatego dziwią się kiedy rozmawiając z członkiem KNP w odpowiedzi na prośbę o skomentowanie wypowiedzi Korwina słyszą: "A co mnie obchodzi co pan prezes myśli o feministkach czy prezydencie Rosji?"

Opinie Janusza Korwin-Mikkego nie zawsze odzwierciedlają wartości i programu KNP. 

Wolność to wolność, a nie partyjna dyscyplina. Możemy się różnić poglądami na przeróżne tematy a jednocześnie wspólnie dążyć do ustanowienia wolnego rynku w Polsce.

Moje doświadczenie wśród Nowych Prawicowców nie jest wprawdzie długie, ale mam już swoją opinię na temat ludzi, których ta konkretna grupa przyciąga. Z jednej strony JKM cieszy się tu ogólnym szacunkiem a z drugiej wiele razy słyszałem to zdanie: "W tej kwestii nie zgadzam się z panem Januszem".

Dlatego jeśli dowiadujesz się, że twój kolejny znajomy dołączył do grona zwolenników Janusza Korwin-Mikkego to możesz dosyć bezpiecznie założyć, że chciałby on żyć w kraju, którego państwo posiada małą kontrolę nad swoimi obywatelami. Najprawdopodobniej wierzy on także, że to nie ustawy, ale "niewidzialna ręka" wolnego rynku stworzą ludziom najlepsze warunki do dobrobytu.

Przynależność do KNP nie oznacza jednak, że śmieszą nas wszystkie żarty Korwina i że podzielamy jego ocenę wydarzeń na Ukrainie. W przeciwieństwie do pana prezesa, wielu z nas wcale nie marzy o królu ani powrocie do rozwiązywania sporów drogą pojedynków. Za dobry przykład niech posłuży książka napisana przez Prezesa KNP na Podkarpaciu, Tomasza Bizonia, który od Monarchii woli Republikę (całą książkę Nowoczesne Państwo Polskie można bezpłatnie przeczytać na witrynie Fundacji BialoCzerwoni).

Warto tu jeszcze przy okazji dodać, że wiele opinii na temat JKM są efektami nieporozumienia albo celowej manipulacji jego krytyków. Wbrew propagandzie jego konkurentów i nieznających się na ekonomii dziennikarzy, Korwin nigdy nie zachęcał do gwałcenia, nie jest rasistą czy wrogiem homoseksualistów, narodowców nie darzy sympatią i nie faworyzuje kobiet w odbieraniu im prawa do głosowania.

Ale nawet gdyby to wszystko było prawdą to nasz stosunek do tych opinii byłby niezmieniony: Korwin, jak każdy inny człowiek na tej planecie ma prawo do swoich opinii, bo jest człowiekiem wolnym. Jako miłośnicy wolności całkowicie odrzucamy powszechnie obecnie panującą kulturę Politycznej Poprawności. Nie zamierzamy nikogo karać za to, że nie lubi tej czy innej grupy. A już z pewnością daleko jesteśmy od oskarżania o nienawiść osoby, które odmawiają oddania pokłonu temu czy innemu bogowi (jakikolwiek by on nie był: bóg ekologii, zboczenia seksualnego czy błogosławiącego tym samym ludzi pracowitych i leniwych).

Dopóki Pan w Muszce dążyć będzie do zastąpienia reżimu opartego na panowaniu większości państwem praworządnym (a więc opartym na prawie a nie głosowaniu większości), będziemy go w tym wspierać.