Niech Bóg błogosławi naszą władzę i pobudza ją do poważnych refleksji
W filmie Skrzypek Na Dachu, którego akcja rozgrywa się w okresie antyżydowskich pogromów, lokalnego rabina zapytano, czy istnieje odpowiednie błogosławieństwo dla cara. Po chwili zastanowienia mędrzec odpowiada: „Błogosławieństwa dla cara? Ależ oczywiście. Niech Bóg błogosławi cara i trzyma go z dala od nas!”
Jako wolnościowiec, w tym samym duchu, z okazji świąt Bożego Narodzenia, życzę współczesnym rządzącym wielu błogosławieństw. A do życzeń dorzucam kilka przemyśleń. Święta to w końcu czas refleksji. A opowieść wigilijna zawiera wiele lekcji, także dla rządzących.
Lektura relacji betlejemskich wydarzeń nie jednego polityka wciąga od samego początku. Rzymski GUS organizuje narodowy spis powszechny. Oczywiście jego celem nie jest zaspokojenie ciekawości władcy. Cenzus ma usprawnić ściąganie od ludu podatków przez cesarski urząd skarbowy.
Cofnijmy się jednak o kilka miesięcy. Kiedy Józef dowiaduje się, że obiecana mu Maria jest w ciąży, nie reaguje chęcią potępienia. Z perspektywy obowiązującego wtedy prawa, kobieta w ciąży przed ślubem podlegała karze. Wg. autorów Nowego Testamentu przypadek Marii jest jednak wyjątkowy. Józef próbuje zakryć rzekomą winę swej narzeczonej zanim się przekonuje o jej niewinności. Warto się zastanowić czy prawo powinno regulować moralność obywateli.
Wracamy do nocy wigilijnej. Maria i Józef udają się do oddalonego o ponad 100 kilometrów od Nazaret Betlejem. Tam niespodziewanie, w skromnych warunkach, przychodzi na świat niemowlę. Ani okupujący Judeę Rzymianie, ani lokalni przywódcy żydowscy nie mają pojęcia o tym, że na przedmieściach Jerozolimy rozpoczyna się jedna z największej rewolucji w historii ludzkości.
Początki wielkich dzieł są często skromne i niepozorne. Gdyby Zbawiciel urodził się w czasach współczesnych to z pewnością o tym wydarzeniu nie dowiedzielibyśmy się ani z Wiadomości ani z Faktów. Wprawdzie lokalne władze przesypiają całą imprezę, jednak dwie grupy ludzi docierają do sławetnej stajni. Dla każdego polityka znaczącym powinien być fakt, że drogę do celu odnajdują tylko pokorni, a więc pozbawieni arogancji pasterze oraz uzbrojeni w wiedzę i zrozumienie mędrcy. Warto to przemyśleć.
Herod Wielki nie słynie ze specjalnej pobożności. Kiedy w Jerozolimie pojawiają się mędrcy ze wschodu i zaczynają wypytywać o nowo narodzonego Chrystusa, nie wzrusza to jego duchowego zmysłu. Z wiadomych przyczyn nie podoba mu się jednak określenie „król żydowski” (władza nie znosi konkurencji!). Chociaż sam nie wierzy w przepowiednie i proroctwa, doskonale zdaje sobie sprawę, że wierzą w nie jego poddani.
Podczas rozmowy z mędrcami, Herod żąda wskazania miejsca pobytu swojego przyszłego konkurenta. Ich mądrość okazuje się jednak potężniejsza od jego – nie do końca absolutnej - władzy. Sami odnajdują rodzinę Jezusa, jednak króla Judei nigdy o tym nie powiadamiają. Ale władza nie znosi konkurencji, dlatego Herod szybko się nie poddaje. Wydaje rozkaz zamordowania wszystkich dzieci w wieku do 2 roku życia w okolicach Betlejem, ale i to okazuje się bezskuteczne. Rodzina Jezusa w porę emigruje do Egiptu.
Opowieść wigilijna to tylko początek historii pokazującej, że niektóre osiągnięcia są niemożliwe tylko z pozoru. Skromny syn cieśli zakłada ruch, który przez tysiące lat będzie wpływał na decyzje podejmowane przez wielu władców wielu narodów. Bez względu na światopogląd, współcześni politycy mogą się wiele nauczyć od Jezusa przywódcy. Osiąga sukces bez naruszania raz przyjętych zasad. Nie głosi doktryn łechcących uszy słuchających, ale naucza tego, co uznaje za prawdę. Często odważnie krytykując cieszących się ogromną władzą faryzeuszy. Motywuje go nie chęć władzy, ale szczera troska o dobro ludzi. Namawia do buntu przeciwko złym tradycjom i przyzwyczajeniom. Głosi wolność od obłudy, nałogów, schematycznego myślenia a nawet od śmierci. Jak każdy wybitny człowiek, Jezus od początku jest postacią kontrowersyjną. Niektórzy przyznają mu rację, a innych bardzo irytuje. Problem pojawia się, kiedy irytację odczuwają zazdrośni o popularność Jezusa państwowi włodarze.
Oczywiście wiemy jak to wszystko się skończyło. Jak już chyba wspomniałem, władza nie znosi konkurencji. W momencie gdy poparcie ludu w niepokojącym tempie zaczyna się od istniejącego reżimu oddalać, winny całego zamieszania zostaje na Kalwarii usunięty ze sceny. Można powiedzieć, że wyniki wyboru narodu, który jeszcze kilka dni wcześniej tłumnie witał wjeżdżającego do Jerozolimy Jezusa, zostają sfałszowane. Jak? Przez spisek władzy. Sąd nad Jezusem zostaje tak przeprowadzony, że wszystko wskazuje na naród jako podmiot domagający się wyeliminowania bezczelnego rewolucjonisty, który przez trzy lata podpalał swój kraj. Oczywiście lokalne władze robią to w trosce o utrzymanie stabilności i harmonii społecznej.
To jednak nie koniec, ale tylko początek. Od egzekucji nie mija nawet pół tygodnia, kiedy okazuje się, że była ona częścią większego planu prowadzącego do ostatecznego zwycięstwa Chrześcijaństwa. Dopiero wtedy ten nowy ruch zaczyna zdobywać serca ludzi i w przyspieszonym tempie liczba wyznawców się powiększa. Chrześcijaństwo staje się siłą niemożliwą do powstrzymania.
Gdyby nie narodzony w stajni Jezus, już dawno zapomnielibyśmy o Herodzie i faryzeuszach. Na zawsze odeszliby w niepamięć. Dlaczego? Dlatego, że zamiast się poświecić sprawie polepszenia bytu swego narodu, skupiali się na manipulowaniu i wykorzystywaniu swych bliźnich dla sprawy utrzymania swojej władzy. Dlatego krótko cieszyli się wymuszoną sławą i pochwałami nieszczerych doradców. Na całym świecie wdzięczni naśladowcy budują pomniki skromnemu synowi cieśli i jego przyjaciołom, rybakom. Oby z ich doświadczeń wyciągali wnioski współcześni przywódcy naszego kraju.
.png)